Wywody.

22 września, 2008

Głowa mnie boli, ale nie w sposób fizyczny, nie czuje tego bólu, jedynie wiem ze łeb mój od środka wygląda jak cykająca bomba która jest blisko wyjebania w kosmos, wszystkiego co w jej zasięgu. Ciemność za oknem, depresyjna pogoda, sprawa że jeśli jestem w stanie euforii lub przeżywam właśnie chwile szczęścia, to zaraz gdy tylko one przemijają, pogrążam się w depresję, a do mej głowy napływają ciągle myśli, w większości same złe myśli, każące mi wszystko na około mnie interpretować na "nie", dołujące myśli, zakładające jak najgorsze rozwiązania dla danej sprawy, oraz myśli powodujące że nic nie znacząca uwaga, lub żart w moją stronę oznaczają kilka godzin złego humoru. Wszystko się kończy w momencie wyjścia z domu i rozmowy z ludźmi, co wiążę się z zapomnieniem tego wszystkiego, gorzej jeśli planuje poważniejszą rozmowę, wtedy, przy tym stanie ducha wychodzą ze mnie najgorsze cechy, oraz potrafię zacząć gadać o tym co uroił sobie mój mózgownik, podczas jebanego stanu jebanego, nie ustającego przypływu negatywnych emocji i negatywnych myśli. Największym problemem jest że nie potrafię tego rozładować, a jeśli próbuję się cieszyć z chwili, to potrafię, ale przez pierwsze 10 sekund, a następnie dalej pogrążam się w mroku. Jesien is sad, ale to chyba nie jesien.